Polacy nie gęsi...

Drukuj
PDF

Pol­ska nie ma tak bo­ga­tej tra­dy­cji pro­jektowania pism jak np. nasi sło­wiań­scy są­sie­dzi – Cze­chy czy Sło­wa­cja. Nie na­le­ży jed­nak o niej za­po­mi­nać.

Pierw­szym rdzen­nie pol­skim pi­smem był Nowy ka­rak­ter pol­ski zapro­jektowany w końcu XVI wieku przez kra­kow­skie­go dru­ka­rza Jana Ja­nu­szow­skie­go. Nie­stety sztu­ka dru­kar­ska tego o­kre­su u­pa­dła wraz z koń­cem „zło­te­go wieku kul­tury pol­skiej”.

W o­pu­bli­kowa­nej w 1969 roku książ­ce Her­ber­ta Spen­cera Pio­ne­ers of Mo­dern Ty­po­gra­phy od­na­leźć można sze­reg na­zwisk pol­skich twór­ców a­wan­gar­do­wych, jak Hen­ryk Ber­lewi, Wła­dy­sław Strze­miń­ski, Mie­czy­sław Sz­czu­ka, czy Te­resa Żar­no­wer. Re­prezen­to­wa­li oni pol­ski kon­struk­ty­wizm. Do najbar­dziej zna­nych pism z tego nurtu na­le­ży kse­no­typ [1] Wła­dy­sława Strze­miń­skiego Ko­mu­ni­kat z roku 1930, wie­lo­krot­nie przy­wo­ływa­ny w róż­nych mię­dzy­na­ro­dowych o­pra­cowaniach. Ellen Lup­ton i Ab­bott Mil­ler za­li­czali go w De­sign Wri­ting Re­search do „ta­kich pism a­wan­gar­do­wych, któ­rych cechy for­mal­ne do­mi­nu­ją nad in­dy­widu­al­nymi ce­cha­mi po­szcze­gól­nych liter, skła­niając nas do zwró­ce­nia uwagi na cały sys­tem – od­ręb­ne ksz­tał­ty zna­ków w pi­śmie Strze­miń­skiego wy­da­ją się nie do roz­szy­frowa­nia poza sys­temem. Takie pisma są ty­po­gra­ficz­ną a­nalo­gią do po­szu­ki­wań w struk­tura­li­stycz­nej fi­lo­zofii i ję­zy­ko­znaw­stwie, jak pisał Der­ri­da: «formy lub funk­cji zor­ga­ni­zowanych we­dług we­wnętrz­nych pra­wi­deł któ­rych e­lemen­ty mają zna­cze­nie tylko w sys­temie ko­re­la­cji lub przeciwdzia­łania»”[2].

Jed­nym z naj­cie­kaw­szych twór­ców re­prezen­tu­ją­cych inny – „tra­dy­cyj­no-kla­sycz­ny” – nurt był Adam Pół­taw­ski [3], pro­jektant naj­po­pu­lar­niej­szego pol­skiego pisma dzie­łowego [4] An­ty­kwy Pół­taw­skiego (od­la­nej po raz pierw­szy w 1931 roku). W dwu­dzie­sto­leciu mię­dzy­wo­jen­nym po­wstały rów­nież inne pol­skie kroje, np. An­ty­kwa Je­żyń­skiego (au­tor­stwa Sta­ni­sława Je­żyń­skiego i Jana Ku­gli­na) zapro­jektowana i od­la­na w 1929 roku, czy Mi­lita­ri Ana­to­la Girsa i Bo­le­sła­wa Bar­cza, ale An­ty­kwa Pół­taw­skiego jako je­dy­na wy­trzyma­ła próbę czasu – była po­wszech­nie sto­sowa­na do po­cząt­ku lat 90.

W 1960 roku po raz pierw­szy od­la­na zo­stała An­ty­kwa to­ruń­ska, pismo dzie­łowe zapro­jektowane przez Zyg­fryda Gar­dzie­lew­skiego. W la­tach 70. w Ośrod­ku Pism Dru­kar­skich w War­szawie po­wstał cały sze­reg pism dzie­łowych (m.in. HelHe­li­kon au­tor­stwa He­leny Nowak, Bona An­drze­ja He­idricha i Alau­da Je­rzego Des­sel­ber­gera). Z tego sa­me­go o­kre­su po­chodzi rów­nież pismo Zelek, które nosi nazwę od na­zwiska au­to­ra. W roku 1979 Ośro­dek prze­niesio­no do Ka­to­wic. Wła­śnie tam po­wstało inne pol­skie pismo – dotąd nie wdro­żona an­tykwa neo­renesan­sowa Akant Hen­ryka Sa­kwer­dy (autor o­pi­sał za­ło­że­nia swo­je­go pro­jektu w 15. nu­me­rze 2+3D). Bog­dan Żo­chow­ski pro­jektował w tym cza­sie Glow­worm, który można było kupić na no­śni­kach trans­fe­ro­wych Me­ca­nor­my. Obec­nie sprze­da­je go w po­sta­ci fontu za­rów­no Me­ca­nor­ma, jak i Agfa Mo­noty­pe.

Więk­szość o­pi­sa­nych tu pism z lat 70. nie była nie­stety prze­my­sło­wo od­le­wa­na, ani póź­niej pro­du­kowa­na na in­nych no­śni­kach. Ro­zwi­ja­ła się na­to­miast pol­ska szko­ła pla­katu, w któ­rej do­rob­ku znaj­du­je się wiele zna­ko­mi­tych roz­wią­zań typogra­ficz­nych (w tym rów­nież spe­cjal­nie pro­jektowanych liter czy ka­li­grafii). Do mi­strzów liter spe­cjal­nie stwo­rzonych na pla­katy na­le­żą m.in. Roman Cie­ślewicz, Piotr Mło­doże­niec, Fran­ci­szek Sta­ro­wiey­ski, czy zmar­ły we wrze­śniu Hen­ryk To­ma­szew­ski.

Współ­cze­śnie w Pol­sce dzia­ła je­dy­nie kilku twór­ców pism. Jed­nym z nich jest Artur Fran­kow­ski, wy­kła­dow­ca w In­sty­tu­cie Po­li­gra­fii Po­li­tech­niki War­szaw­skiej. Zaj­mu­je się pro­jektowaniem od ponad 15 lat. Po stu­diach poligra­ficz­nych na Po­li­tech­nice War­szaw­skiej zde­cy­do­wa­łem, że zo­sta­nę pro­jektantem. Od dawna in­te­reso­wa­łem się ty­po­gra­fią, ale wtedy po­sta­nowi­łem, że będę to robić za­wo­dowo. Na po­cząt­ku lat 90. u­czest­ni­czy­łem w za­ję­ciach pro­wa­dzonych przez Ma­cie­ja Bu­sze­wi­cza i Woj­cie­cha Freu­den­reicha, pro­fe­sorów ASP. To dało mi pod­sta­wy ty­po­gra­fii prak­tycz­nej.

Pierw­sze pisma Fran­kow­skiego, zapro­jektowane w po­łowie lat 90., były kro­ja­mi ozdob­ny­mi. Bar­dzo po­doba­ły mi się wtedy kroje pro­jektowane przez Ne­vil­le’a Brody’ego (FF Au­to­tra­ce, FF Blur), Maxa Ki­sma­na (FF Fu­do­ni, FF Cu­to­ut) i in­nych mod­nych wtedy pro­jektantów. Nie­stety u­ży­wa­nie ich było poza moimi moż­li­wo­ściami fi­nan­so­wy­mi i tak po­wstały moje wła­sne pro­jekty. Zdo­by­wał wie­dzę z li­te­ra­tu­ry an­glo­ję­zycz­nej i stu­diując wzor­niki pism. Duże wra­że­nie zro­biła na nim książ­ka Stop Ste­aling Sheep Erika Spie­ker­manna i E.M. Gin­ger – pięk­na, pro­sta, a jed­no­cześnie no­wocze­sna ty­po­gra­fia, wy­ra­zi­ste przy­kła­dy, no i czy­ta­ło się ją jak po­wieść. Dziś przy­zna­je jed­nak, że znacz­nie cie­kaw­sze wy­da­ją mu się książ­ki Co­un­ter­punch Freda Sme­ijer­sa albo Let­ters of Cre­dit Wal­te­ra Tracy’ego. Pa­mię­tam rów­nież jak tra­fił w moje ręce wzor­nik Type for Books. A De­signer’s Ma­nu­al z 1965 roku, z pięk­ny­mi przy­kła­dami ta­kich kro­jów jak: Bul­mer, Ca­slon, Fry’s Ba­ske­rvil­le, Ro­mu­lus Open czy Vendôme. Wtedy zda­łem sobie spra­wę, co to zna­czy zapro­jektować dobry krój. W 1995 roku po raz pierw­szy wy­brał się na co­rocz­ny kon­gres ATypI (As­so­cia­tion Ty­po­gra­phi­qu­e In­ter­na­tio­nal) do Bar­ce­lo­ny. Była to nie­zwy­kła, kil­ku­dnio­wa fie­sta ty­po­gra­fii. Moż­li­wość u­sły­sze­nia typogra­ficz­nych sław na żywo, po­roz­ma­wiania przy piwie z Ne­vil­lem Bro­dym, a przede wszyst­kim zo­ba­cze­nia tego, co nowe w ty­po­gra­fii, dała mi nowy im­puls, aby two­rzyć wła­sne fonty. Fran­kow­ski przy­zna­je, że wiele na­uczył się na ko­lej­nych kon­fe­ren­cjach ATypI w Bar­ce­lo­nie, Hadze, Ly­onie i Lip­sku (na te­go­rocz­nej kon­fe­ren­cji w Hel­sin­kach Artur Fran­kow­ski wy­stą­pił już jako pre­legent, z wy­kła­dem pt. Type on maps).

Do jego naj­cie­kaw­szych pro­jektów na­le­ży Gro­tesk pol­ski (o tych sa­mych za­ło­że­niach, co wspo­mnia­na An­ty­kwa Pół­taw­skiego) oraz kroje bę­dą­ce roz­wi­nię­ciem po­my­słów pol­skiej a­wan­gar­dy mię­dzy­wo­jen­nej, jak FA Ju­lian, FA Ko­mu­ni­kat, FA Pra­esens, FA Sz­czu­ka, FA Mo­dernista.

Po­zna­jąc do­kona­nia ty­po­gra­ficz­ne Ho­len­drów czy Niem­ców, można za­cząć się za­stanawiać nad tym, co pol­ski typo di­zajn ma do za­ofe­rowania. Stąd wzię­ły się moje za­in­te­reso­wania a­wan­gar­dą mię­dzy­wo­jen­ną oraz po­sta­cią Adama Pół­taw­skiego. Nie­stety, poza próbą stwo­rze­nia no­we­go al­fabe­tu pod­ję­tą przez Wła­dy­sława Strze­miń­skiego, w Pol­sce nie po­wstał żaden kom­plet­ny pro­jekt mo­der­ni­stycz­nego kroju pisma. W przy­pad­ku kroju FA Sz­czu­ka Fran­kow­ski oparł się na li­ter­nic­twie o­kład­ki au­tor­stwa Te­resy Żar­no­wer, zaś krój FA Ju­lian jest roz­wi­nię­ciem form zasto­sowa­nych przez Strze­miń­skiego na o­kład­ce to­mi­ku Z ponad Ju­liana Przy­bo­sia. Nie jest to di­gita­lizacja li­ter­nic­twa wy­mie­nio­nych pro­jektantów, ale ra­czej próba ich twór­cze­go roz­wi­nię­cia. W kroju FA Pra­esens o­par­łem się na zna­kach li­ter­niczych sto­sowa­nych przez róż­nych au­to­rów, m.in. Szy­mo­na Syr­ku­sa (o­kład­ka dru­gie­go nu­me­ru wy­daw­nictwa „Pre­asens” z 1930 roku), An­drze­ja Pro­nasz­kę czy Ka­ro­la Kryń­skie­go.

Twór­czość Adama Pół­taw­skiego była z kolei in­spira­cją do po­wsta­nia kroju Gro­tesk pol­ski. Po­mysł na pismo bez­szery­fo­we o­par­te na An­ty­kwie Pół­taw­skiego po­ja­wił się około 1998 roku, gdy zo­ba­czy­łem ro­dzi­nę pism ITC Stone zapro­jektowaną przez Sum­ne­ra Stone’a. Pół­taw­ski sta­rał się do­stosować swoją an­tykwę do u­wa­run­ko­wań ję­zy­ka pol­skiego. W tym celu zapro­jektował in­a­czej niż w kro­jach eu­ro­pej­skich takie li­te­ry, jak: k, w, y, z oraz R, K, Y. Cechą cha­rak­terystyczną tej an­tykwy była rów­nież wie­lo­kąt­na krop­ka. Pro­jek­tu­jąc Gro­tesk pol­ski chcia­łem za­cho­wać wła­ści­wo­ści An­ty­kwy Pół­taw­skiego, a jed­no­cześnie stwo­rzyć krój jed­no­elemen­towy i bez­szery­fo­wy. Pierw­sze pro­jekty z roku 1999, po­wstałe w In­sty­tu­cie Po­li­gra­fii, Fran­kow­ski u­do­skona­lał przez ko­lej­ne lata. Od­mia­na po­chy­ła nie na­wią­zu­je zbyt­nio do kur­sy­wy An­ty­kwy Pół­taw­skiego. Moim celem było u­zy­ska­nie tzw. praw­dzi­wej kur­sy­wy, w któ­rej znaki mają cha­rak­ter ka­li­graficz­ny i nie są je­dy­nie me­cha­nicz­nie po­chy­loną od­mia­ną pro­stej. Wzo­rem były dla au­to­ra kroje Gill Sans Erica Gilla oraz My­riad Ro­ber­ta Slim­ba­cha. Obec­nie ist­nie­ją od­mia­ny: re­gu­lar, i­ta­lic, bold, bold i­ta­lic, light, thin oraz wer­sja sza­blo­nowa od­mia­ny nor­mal­nej. Gro­tesk pol­ski po­sia­da cyfry me­diewa­lo­we, zwy­kłe oraz sze­reg li­ga­tur. Pro­jek­tant po­wie­dział nam, że w pla­nach ma jesz­cze ka­pi­taliki.

Zle­cenia, które o­trzy­mu­je, to głów­nie pro­jekty kro­jów pism do za­sto­sowania w i­den­ty­fika­cjach wi­zu­al­nych firm. Pro­wa­dzi wła­sne stu­dio pro­jektowe Fon­tar­te oraz stro­nę in­ter­netową www.fon­tar­te.com, na któ­rej od nie­daw­na można kupić jego fonty. Trzy­ma­my kciu­ki za suk­ces!

Kroje Artura Frankowskiego

Kroje Artura Frankowskiego

Dru­gim pol­skim pro­jektantem pro­fe­sjonal­nie zaj­mu­ją­cym się kro­ja­mi pism jest Fran­ci­szek Otto. Z ty­po­gra­fią ze­tknął się w pierw­szej kla­sie byd­go­skie­go li­ceum pla­stycz­ne­go. Za­fascy­no­wał mnie pro­ces druku zło­żone­go przez sie­bie krót­kie­go tek­stu i sama czcion­ka, któ­rej de­li­kat­na bu­do­wa oczka przy­po­mi­na pre­cy­zyj­ną ro­botę ju­bi­ler­ską. Na szkol­nych za­ję­ciach z pisma na­rzę­dzio­we­go po­znał przy­jem­ność cy­ze­lo­wa­nia szcze­gó­łów bu­do­wy an­tykwy re­nesan­so­wej. W tym cza­sie z Za­cho­du do­cie­ra­ły do nas wzor­niki pism pro­du­cen­tów kal­ko­tek­stów, Le­tra­seta i Me­ca­nor­my.

Swój pierw­szy krój pisma zapro­jektował na czwar­tym roku stu­diów w kra­kow­skiej ASP, w pra­cow­ni prof. Ja­nu­sza Gaw­łow­skie­go. Była to jed­nak praca „a­kade­mic­ka”, bez moż­li­wo­ści praw­dzi­we­go prze­testo­wa­nia, czy za­sto­sowania na ja­kim­kol­wiek no­śni­ku. Pró­bo­wa­łem te­sto­wać po­wstały krój za po­mocą re­pro­duk­cji fo­togra­ficz­nej (ksero było jesz­cze rzad­ko­ścią), ze­sta­wiając pre­cy­zyj­nie przy­cię­te zdję­cia zna­ków z za­cho­waniem jed­nakowych pól każ­dej z po­wie­la­nych liter.

Ko­lej­nym do­świad­cze­niem ty­po­gra­ficz­nym był dla niego dy­plom w pra­cow­ni gra­fi­ki książ­ki pro­wa­dzonej przez prof. Ro­ma­na Ba­naszew­skiego. Po­mysł o­par­łem na ze­sta­wieniu pisma tek­sto­wego z na­rzę­dzio­wym. Ze wzglę­du na brak od­powied­niej licz­by czcio­nek w u­czel­nia­nej ze­cer­ni, tek­sty zło­ży­łem kal­ko­tek­stem. Odręcz­ne od­ci­ska­nie po­je­dyn­czych liter nie daje moż­li­wo­ści pre­cy­zyj­nego ker­nin­gu, więc efekt ty­po­gra­ficz­ny, po la­tach pracy z kom­pu­te­rem, o­ce­niam bar­dzo nisko. Prze­ko­na­łem się jed­nak, że eks­presję tek­stu można pod­nieść nie tylko przez za­bie­gi kom­pozy­cyj­ne, ale rów­nież przez od­powied­nią dy­na­mi­kę kroju pisma.

Po stu­diach Otto za­trud­nił się w de­ko­ra­tor­ni PSS „Spo­łem” w Nakle nad No­te­cią. Wów­czas do­świad­czył, jak bar­dzo przy­da­je się e­du­ka­cja li­ter­nicza. W la­tach kry­zysu po sta­nie wo­jen­nym trze­ba było za­peł­niać wi­try­ny skle­po­we na­pi­sami typu „Wio­sna” czy „Niech żyje 1 Maja”. Sporo też było pracy z drob­ny­mi na­pi­sami, np. „Książ­ka skarg i wnio­sków znaj­du­je się u kie­row­nika skle­pu” czy „Ko­bie­ty w ciąży ob­słu­giwane są poza ko­lej­no­ścią”.

Zaraz po stu­diach Fran­ci­szek Otto pró­bo­wał bez re­zul­ta­tu pre­zen­to­wać swoje kroje w róż­nych za­chod­nich do­mach typogra­ficz­nych. Za­czą­łem wtedy pre­nu­mero­wać pismo „U&lc” (Upper and Lower Case). Zna­lazłem w nim in­for­ma­cje o ak­tu­al­nych kie­run­kach w pro­jektowaniu pism, a szata gra­ficz­na pełna była typogra­ficz­nych smacz­ków. Naj­więk­sze wra­że­nie zro­biły na mnie kroje Ti­mo­thy’ego Do­nald­sona i Phil­la Grim­sha­wa.

W 1987 roku Otto wró­cił do li­ceum pla­stycz­ne­go w Byd­gosz­czy jako na­uczy­ciel. Na po­cząt­ku lat 90. do szko­ły tra­fiły pierw­sze kom­pu­te­ry. To była praw­dzi­wa re­wo­lu­cja w ty­po­gra­fii. Po­ja­wi­ła się moż­li­wość mo­dy­fi­kowa­nia pro­por­cji ist­nie­jących kro­jów. Dzi­siaj widzę, że moje „za­bawy” z de­for­ma­cją były błę­dem, cho­ciaż wtedy nie za­uważałem kosz­mar­nych e­fek­tów gra­ficz­nych ka­le­czo­nych liter.

W 1994 roku ze­tknął się po raz pierw­szy z pro­gra­mem do two­rze­nia fon­tów – Fon­togra­phe­rem. Moje wcze­śniejsze do­świad­cze­nia z czcion­ką u­ła­twi­ły mi zro­zu­mie­nie zasad pracy pro­jektowej przy u­ży­ciu kom­pu­te­ra. Pierw­szy font miał cha­rak­ter pisma na­rzę­dzio­we­go. Wy­sła­łem swój pro­jekt na kon­kurs Mo­ri­sa­wa Award, ale bez re­zul­ta­tu. Jed­nak w prze­sła­nym mi ka­talo­gu na­gro­dzonych prac mo­głem zo­ba­czyć jak współ­cze­śnie pro­jektuje się pisma.

W 1998 roku Fran­ci­szek Otto o­trzy­mał za­pro­sze­nie do u­dzia­łu w III e­dy­cji mię­dzy­na­ro­dowe­go kon­kursu Li­no­ty­pe Li­bra­ry. Głów­nym za­ło­że­niem mo­je­go pro­jektu (pisma Noteć) była dy­na­mi­ka znaku i har­mo­nia po­łą­czeń mi­nu­skuł. Za nad­rzęd­ną cechę moich pro­jektów u­zna­łem czy­tel­ność. Formą wyj­ścio­wą do po­szu­ki­wań stał się ślad o­krą­głe­go pa­ty­ka ma­czane­go w tuszu, po­zosta­wiany na kre­do­wym pa­pie­rze. Po­li­gonem do­świad­czal­nym była szkol­na pra­cow­nia kom­pu­te­rowa. Otto sto­su­je też Noteć do skła­du ga­ze­ty re­gio­nal­nej „Po­wiat”. Ju­ro­rzy do­ce­ni­li wa­lo­ry tego pro­jektu. W grud­niu 1999 roku przy­sła­no mi pro­tokół z obrad jury, z któ­re­go wy­ni­ka­ło, że o­trzy­małem II na­gro­dę w ka­te­go­rii Di­splay (pisma ty­tu­ło­we, ak­cy­den­so­we). Emo­cje pod­grza­ła wia­do­mość, że w skła­dzie jury za­siadał sam Her­man Zapf, któ­re­go Op­ti­mą (Ot­ta­wą) za­chwy­całem się od dawna. Krój zo­stał wpro­wa­dzony do sprze­da­ży. Od tego mo­men­tu ru­szy­ła cała la­wi­na no­wych pro­jektów (Cra­co­via, Zefir, Eu­ro­pa, Po­wiat, Ro­ki­ta, Noteć Dings), które wy­syła­łem do Li­no­ty­pe, ale nie wzbu­dzi­ły one żad­ne­go za­in­te­reso­wania.

W 2003 roku przy­szedł dal­szy suk­ces – w ko­lej­nej e­dy­cji kon­kursu Li­no­ty­pe, Otto o­trzy­mał wy­róż­nie­nie za pismo Brda. Mia­łem pół roku, aby zmie­rzyć się z tym wy­zwa­niem. Przy­go­towa­łem sie­dem pro­jektów, któ­rych wcze­śniej u­ży­wa­łem w „Po­wie­cie”. Były to pisma tek­sto­we, ty­tu­ło­we oraz ze­sta­wy zna­ków. Zdaję sobie spra­wę, że laury kon­kursowe za­le­żą przede wszyst­kim od szczę­ścia, ale bez wy­trwa­łej pracy wkła­danej w pro­jektowanie fon­tów nie miał­bym żad­nych szans. Kroje pism NotećBrda można kupić na stro­nie in­ter­netowej Li­no­ty­pe Li­bra­ry, www.li­no­ty­pe.com.

Kroje Franciszka Otto

Kroje Franciszka Otto

Ko­lej­nym na­szym pro­jektantem kro­jów pism jest Łukasz Dzie­dzic. Sam nie przy­po­mi­na sobie do­kład­nie, skąd wzię­ło się jego za­in­te­reso­wanie te­ma­tem. Pa­mię­tam je­dy­nie dwa mo­men­ty: album Ne­vil­le’a Brody’ego The Gra­phic lan­gu­age of&hel­lip; i pierw­szy, in­ter­netowy kon­takt z Font Bu­re­au. Ale pięk­ne! W wy­wia­dzie na stro­nie in­ter­netowej „Rze­czy” z grud­nia 2004 r., roz­ma­wiając z An­drze­jem Le­ra­czy­kiem, wspo­mi­na: "W la­tach 90. pra­co­wałem (&hel­lip;) przy pro­jektowaniu Ma­gazy­nu Ga­ze­ty Wy­bor­czej i no­we­go lay­outu ga­ze­ty. Trze­ba było do­robić o­gon­ki, o­drobi­nę skon­den­sować Ti­me­sa i po­gru­bić Fran­kli­na. Kom­plet­nie bez wie­dzy i sza­cun­ku dla ma­te­rii wsze­dłem w nią i&hel­lip; u­wię­złem”. Jak sam stwier­dza, jest sa­mo­ukiem. Uczę się na wła­snych i cu­dzych błę­dach: czę­ściej cu­dzych, bo swoje trud­niej do­strzec. Prze­glą­dam in­ter­net, zagra­niczne ga­ze­ty. Ob­ser­wu­ję szyl­dy, o­pa­kowania, in­struk­cje ob­słu­gi i czo­łów­ki fil­mów. Książ­ki i targi gra­fi­ciarzy. Pod­glą­dam cha­rak­tery pisma. Pa­trzę, kom­bi­nu­ję, ry­su­ję, nie po­doba­ło się, więc jesz­cze raz. I jesz­cze raz. W tym samym wy­wia­dzie dla „Rze­czy” czy­ta­my dalej: „Kroje do czy­ta­nia rodzą się w gło­wie. Ich smak, cha­rak­ter, funk­cja&hel­lip; Po­je­dyn­cze li­te­ry wy­pływa­ją z głowy na kart­kę. Jedne są bar­dziej „u­par­te”, wy­pływa­ją coraz czę­ściej, coraz więk­szy­mi gru­pa­mi. Inne zni­ka­ją. Dzie­siąt­ki kar­tek A4 wę­dru­je z ryzy przez biur­ko do kosza. Do­pie­ro jak po­wsta­nie ja­kieś całe słowo, i bę­dzie takie jak po­win­no – wy­ci­nam i od­kła­dam. Czę­sto gubię, ale to nie ma zna­cze­nia. «Ręka już wie»”. Żar­to­bli­wie przy­zna­je, że wzo­rem są dla niego ty­po­gra­fowie na „B” – Brody, Black, Ber­low&hel­lip; Swoje kroje spraw­dza pod­mie­nia­jąc tekst w ga­ze­cie, książ­ce czy na pla­kacie. Po­win­ny pa­so­wać le­piej niż o­ry­gi­nal­ne. Kiedy już je­stem prze­ko­na­ny o tym, że jest do­brze, pod­da­ję dzie­ło pod osąd ludu. Ci „nie­uświa­do­mieni” po­win­ni za­uważyć zmia­nę, ale nie o­cze­ku­ję, że będą wie­dzieli co się zmie­niło. „Uświa­do­mie­ni” mogą się wy­po­wia­dać, ale nie słu­cham ich zbyt u­waż­nie. Uważ­nie pa­trzę na ruchy źre­nic i ką­ci­ki ust. Z kro­jów Dzie­dzica ko­rzy­sta kilka du­żych wy­daw­nictw – Agora: Cham­paigne, (Wy­so­kie Ob­ca­sy), Edi­pres­se: Bloc­kersi (Vita), Axel Sprin­ger: Bloc­kers, Pitu (Eu­ro­pa). Upa­dły (nie­stety) mie­sięcz­nik „LUB cza­so­pi­smo” ko­rzy­stał wy­łącz­nie z jego pism. Swoje fonty sprze­da­je głów­nie przez zna­jo­mych. Przez in­ter­net (www.al­fabe­ty.pl), czyli komuś, kogo nie znam, sprze­da­łem jeden krój na jedno sta­no­wi­sko. Na py­ta­nie o spe­cjal­ne zle­cenia od­powia­da: Głów­nie do­pa­sowy­wanie kroju do pol­skich po­trzeb – do­ra­bianie o­gon­ków, u­sta­wianie zna­ków dia­kry­tycz­nych, nie­win­ne za­bawy z li­te­rą Ł itp. Raz ko­le­żan­ka po­prosi­ła mnie, żebym prze­ro­bił logo firmy wind­sur­fer­skiej na imię na­rze­czo­nego (wpra­so­wała to w T-shir­ta i dała mu na uro­dzi­ny), a a­gen­cja re­kla­mo­wa zle­ci­ła, żebym „na jutro zro­bił cia­stecz­ko z li­te­rek”.

Kroje Łukasza Dziedzica

Kroje Łukasza Dziedzica

Grze­gorz Klim­czew­ski, pro­wa­dzą­cy sklep in­ter­netowy http://fonty.pl, jest au­to­rem pisma Na­omi­Sans – ro­dzi­ny jed­no­elemen­towego bez­szery­fo­wego pisma, które wy­stę­pu­je w 18 od­mia­nach. Cho­ciaż pro­jekt wy­da­je się po­dob­ny do Mety, sam jej autor, Erik Spie­ker­mann przy­zna­je w wy­po­wie­dzi u­miesz­czo­nej na forum dys­ku­syj­nym pl.comp.dtp, że: „Ist­nie­ją co praw­da pewne po­dobień­stwa, jak de­li­kat­ne za­okrą­gle­nia wy­dłu­żeń gór­nych czy też grube krop­ki nad li­te­rą i, ale ja ich prze­cież nie o­pa­ten­towałem. Meta była swego czasu gro­te­skiem no­we­go typu i za­in­spiro­wała wiele pism, które po­wstały póź­niej. Ja sam przy two­rze­niu Mety in­spiro­wa­łem się pi­sma­mi Let­ter Go­thicSyn­tax (&hel­lip;). Na­omi­Sans to bar­dzo ładne pismo”.[5]

Wśród pro­jektantów sprze­da­ją­cych swoje fonty w zagra­nicznych do­mach typogra­ficz­nych zna­leźć można jesz­cze kilka pol­skich na­zwisk, głów­nie au­to­rów pism ozdob­nych i kse­no­typów. Na ogół nie sta­no­wią one jed­nak zna­czą­ce­go wkła­du w dzie­dzinę pro­jektowania pism i trak­to­wać je można je­dy­nie jako za­bawę z formą.

Naomi Sans Grzegorza Klimczewskiego

Naomi Sans Grzegorza Klimczewskiego

W Pol­sce ksz­tał­ce­nie w za­kre­sie gra­fi­ki od­by­wa się głów­nie w Aka­de­miach Sztuk Pięk­nych, ale tam pro­jektowanie pism nigdy nie było trak­to­wane prio­ry­te­towo. Prak­tycz­nie żadna szko­ła sys­tematycznie nie ksz­tał­ci w za­kre­sie two­rze­nia pism dzie­łowych, choć sprzy­ja­ją­ca temu at­mos­fe­ra po­ja­wia się o­stat­nio w ka­to­wic­kiej ASP (czy­taj s. 38). Pol­scy stu­den­ci czer­pią wie­dzę z tego za­kre­su głów­nie z zagra­nicznych ma­gazy­nów, wzor­ników pism, z in­ter­netu i z wy­kła­dów za­pro­szonych gości, zdoby­wa­ją ją na warsz­tatach po­świę­conych tej te­ma­ty­ce. Niek­tó­rzy wy­jeż­dża­ją w tym celu na zagra­niczne sty­pen­dia – szcze­gól­nie po­pu­lar­na staje się o­bec­nie pra­ska pra­cow­nia Fran­ti&sca­ron;ka &Sca­ron;torma. Wła­śnie pod kie­run­kiem &Sca­ron;torma w Pra­dze po­wstał krój pisma DROP Ewy Pluty, wy­róż­nio­ny na 7. Ogól­no-pol­skim Bien­na­le Stu­denc­kiej Gra­fi­ki Pro­jek­towej AGRAFA.

Drop Ewy Pluty

Drop Ewy Pluty

Przy­pi­sy

[1] Kse­no­typ – klasa pisma ła­ciń­skie­go (obok an­tykw, pism go­tyc­kich i pi­sa­nek). Znaki pisma by­wa­ją w nich zre­du­ko­wa­ne do gra­nic czy­tel­no­ści lub po­zba­wione pod­sta­wowych e­lemen­tów kon­struk­cji. Do tej klasy na­le­żą pisma eks­pery­men­tal­ne, dirty faces, pisma stwo­rzone na mo­de­lach trój­wy­mia­ro­wych itp.

[2] Lup­ton E., Mil­ler A., 2000, De­sign Wri­ting Re­search, Pha­idon Press Li­mited, Lon­don

[3] Sze­rzej o twór­czo­ści Pół­taw­skiego pisał na na­szych ła­mach Artur Fran­kow­ski w nu­me­rze 15.

[4] Pismo dzie­łowe – spe­cjal­nie zapro­jektowana od­mia­na pisma, słu­żą­ca do za­pi­su tek­stu cią­głe­go.

[5] Tłu­ma­cze­nie Adama Twar­do­cha

Miej­sce pu­bli­ka­cji

Ar­ty­kuł u­ka­zał się w nu­me­rze IV–2005 magazynu 2+3D.

Komentarze (1)

Zapisz się do RRS tego komentarza
Jestem na tak
0
Przydatna rzecz, sporo pracy i to się chwali.

Pozdrawiam.
Fatyg , styczeń 07, 2009

Napisz komentarz


busy